logo

Dzików coraz mniej, ale problem ASF dalej aktualny.

20170218

Trzy lata po pierwszym stwierdzeniu występowania ASF w Podlaskiem (i Polsce w ogóle) w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Podlaskiego w piątek 17 lutego spotkali się samorządowcy – w tym wicemarszałkowie z sąsiednich województw mazowieckiego i lubelskiego, leśnicy, myśliwi, przedstawiciele Inspektoratu Weterynarii i hodowcy trzody chlewnej.

– To już trzy lata, kiedy w naszym województwie, niedaleko granicy z Białorusią w gminie Szudziałowo (w okolicy wsi Grzybowszczyzna) stwierdzono pierwszy przypadek choroby ASF u dzika – mówił na początku spotkania Jerzy Leszczyński, Marszałek Województwa Podlaskiego. – Problem jest bardzo poważny, a my jako woj. podlaskie musieliśmy się z nimi jako pierwsi zmierzyć, dopiero z czasem i w bardzo ograniczonym rozmiarze dotknęło to sąsiednie województwa. Jednak dzięki zdecydowanym działaniom ówczesnych władz ministerstwa i zarządu województwa udało się postęp choroby zatrzymać. Przypomnę tylko, że już na początku, jako zarząd województwa, przeznaczyliśmy 200 tys. zł z budżetu samorządu na ograniczenie populacji dzika, co pozwoliło na jej ograniczenie o prawie 500 sztuk. Nie zmieniło to niestety tego, że skutki ekonomiczne i dla hodowców i naszego województwa są tragiczne. Dlatego potrzebna jest dyskusja co dalej, potrzebne są zdecydowane działania rządu.

Konferencję poprowadził Stefan Krajewski, Członek Zarządu Województwa Podlaskiego. Wzięli w niej udział: Jacek Krawczyk, Dyrektor Departamentu Leśnictwa Ministerstwa Środowiska; Ministra Rolnictwa i Wojewodę Podlaskiego reprezentowała Alicja Teresa Januszkiewicz zastępca dyrektora Departamentu Rolnictwa i Środowiska PUW; obecny był także Andrzej Borowski, zastępca dyrektora ds. gospodarki leśnej Generalnej Dyrekcji Lasów Państwowych; Zarząd Główny Polskiego Związku Łowieckiego reprezentowała Violetta Krzyżewska; Regionalną Dyrekcję Lasów Państwowych reprezentował zastępca dyrektora Piotr Karnasiewicz. Przybyli także samorządowcy: Jerzy Leszczyński, Marszałek Województwa Podlaskiego; Janina Orzełowska, Członek Zarządu Województwa Mazowieckiego; Grzegorz Kapusta, Wicemarszałek Województwa Lubelskiego oraz Jarosław Sarnowski, dyrektor Departamentu Rozwoju Obszarów Wiejskich w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Warmińsko-Mazurskiego; radni sejmiku województwa: Krzysztof Krasiński, Andrzej Koronkiewicz oraz starostowie z województwa podlaskiego.

Zdaniem Stefana Krajewskiego głównym czynnikiem walki o ograniczenie występowanie choroby ASF powinno być ograniczenie populacji dzików.

– Dojście do wskaźnika zero jest trudne, bo to dzikie zwierze które ma prawo się przemieszczać, ale powinniśmy robić wszystko, by tę populację ograniczać – mówił Stefan Krajewski. – Nie zamkniemy też przecież granicy przed nimi. W tej sytuacji najważniejsza powinna być współpraca służb weterynaryjnych, samorządów. Naszym wspólnym celem powinno być odzyskanie rynków zbytu, tak jak wszystkim nam zależy na rozwoju województwa. Walczenie z tą chorobą nie jest łatwe, w niektórych krajach zajęło to kilkadziesiąt lat. A to że utrzymujemy tę chorobę w dosyć ograniczonym terenie to i zasługa naszych działań: ograniczenia dzika, zasad bioasekuracji.

Obecny na spotkaniu Jan Netter, właściciel Zakładów Mięsnych „Netter” i były radny sejmiku województwa podlaskiego uważa, że w obecnej sytuacji najważniejsza jest profilaktyka.

– Powinniśmy działać wspólnie i razem. Spinającym te działania powinni być lekarze weterynarii, a oni powinni mieć wszystkie środki na tę walkę. Likwidacja skutków ASF jest bardzo dobra, gorzej z profilaktyką. Przesadza się posądzając dzika i myśliwych, że rozprzestrzeniają, a to nie jest prawda, bo to człowiek przez gospodarowanie: wypuszczanie psów, kotów, niezachowanie warunków bioasekuracji jest głównym powodem rozprzestrzeniania się choroby – mówi Jan Netter, właściciel Zakładów Mięsnych „Netter”. – Osobiście od 2014 roku ponoszę w zakładzie straty. Już pierwszego dnia po pojawieniu się choroby u nas, Litwa przestała brać towar, a polskie hurtownie biorą pod warunkiem, jak cena spadnie o 20 proc. Do dzisiaj nie dało się tego odbudować. Jesteśmy jedynym zakładem w województwie które przetwarza polskie mięso i ponosimy straty. Przez dwa miesiące jak była w obszarze zakładu ogłoszony teren strefy zapowietrzonej i nie mogliśmy ubijać, to straty zakładu wyniosły ok. 800 tys. zł, a prawnicy twierdzą, że nie mamy od kogo domagać się odszkodowania z tego tytułu. Uważam, że działania rządu powinny być bardziej skoordynowane w tym zakresie.

Z informacji przedstawionych przez trzy koła okręgowe Polskiego Związku Łowieckiego działającego na terenie województwa podlaskiego wynika, że odstrzały planowe i sanitarne dzików są wykonywane planowo, a nawet ponad normę.

– W tej chwili realizujemy zadania planowe i dodatkowo odstrzały sanitarne, na które koła podpisały umowy. Roczne plany łowieckie (rok łowiecki kończy się 31 marca) są w tej chwili wykonane w 84 proc. – to stan na 31 stycznia. Do końca roku gospodarczego mamy dwa miesiące i nie ma niebezpieczeństwa że nie wykonamy – podkreśla Jarosław Żukowski, przewodniczący zarządu okręgu PZŁ w Białymstoku. – Strzał sanitarny jest już wykonany w 100 proc. Plan pierwotny zakładał odstrzał 1200 sztuk, teraz mamy już 1400. W ramach rocznego planu odstrzeliliśmy 4800 (od kwietnia 2016 roku). Jednak koła nadal podpisują aneksy z Powiatowymi Kołami Weterynarii.

Henryk Grabowski, Podlaski Lekarz Weterynarii przekazał, że ostatnie ognisko ASF u trzody chlewnej zarejestrowano 30 września ub. roku.

– W tym roku zarejestrowaliśmy jedynie przypadki u dzików (od początku roku było ich 15). W dalszym ciągu jednak obowiązują wyznaczone przez UE w ubiegłym roku strefy bezpieczeństwa – mówi Henryk Grabowski. – Na dzień dzisiejszy zaplanowany odstrzał sanitarny został praktycznie wykonany w ponad 90 procentach. Zawarto też dodatkowe umowy na odstrzał 704 dzików. Na podstawie zaś ostatniego rozporządzenia MRiRW trzej powiatowi weterynarze z Grajewa, Moniek i Siemiatycz postanowiło, że na ich terenie reedukcja populacji dzika ma nastąpić co 0,01 dzika na km kw.

Jednocześnie uczestniczący w konferencji specjaliści z weterynarii, leśnicy, a nawet myśliwi podkreślali, że to nie dzik, a działania człowieka są głównym zagrożeniem roznoszenia choroby. Hodowców trzody chlewnej to jednak nie przekonuje.

-To nie człowiek a dzik by powodem ASF w naszym województwie – nie ma wątpliwości Mariusz Lackowski ze Stowarzyszenia Producentów Trzody Chlewnej. – Naszym zdaniem dzików na Podlasiu w ogóle nie powinno być, jedynie odstrzał dzików do zera gwarantuje powstrzymanie choroby. Ograniczenia do 0,01 dzika na km kw powinno zostać wprowadzone we wszystkich powiatach w Podlaskiem.

(mk)

Źródło: www.wrotapodlasia.pl